wtorek, 18 sierpnia 2009

Z dziennika szarego gracza. Czwartek. 20 sierpnia 2009 r.

Gdyby nie wstępniak w sierpniowym numerze Nowej Fantastyki, nie wiedziałbym, że istnieje Creatio Fantastica i rozgorzała dyskusja na temat recenzowania literatury fantastycznej. Czy, jak chciałby jeden z redaktorów CF, pisarze nie powinni recenzować książek, a same recenzje powinny być, cokolwiek to znaczy, "obiektywne"?. Przypomniała mi się od razu wymiana zdań pod wpisem Bioforgera na AntyGrach, pt. Wartość recenzenta. Chciałbym pocieszyć redaktora CF. Marzę o tym, aby w Polsce twórcy gier zaczęli udzielać się w sferze publicystycznej, pozakładali, jak ich zagraniczni koledzy, blogi, uczestniczyli w wymianie opinii w sieci, etc. Chciałbym, ale zapewne długo jeszcze na to poczekam.
--------------------------------------------------------------------------------------
Zagrałem w wersję demonstracyjną Call of Juarez: Bound in Blood. Grafika i klimat niezłe, ale ta rozgrywka... Nie chce mi się już grać w takie gry. Moje zapotrzebowanie na radosną, nieskrępowaną wyżynkę zaspokaja ostatnio Dead Space. Dwa tytuły w tym klimacie rocznie, to maksimum tego, co jestem w stanie przyswoić.
--------------------------------------------------------------------------------------
Gamescom rozwija skrzydła. Wygląda na to, patrząc na liczbę informacji, które trafiają w moje oczekiwania, że to całkiem sensowna impreza. Cieszy też ilość relacji, nie tylko pisemnych, ale i wideo, które prezentują krajowe serwisy. Widać, że Kolonia jest blisko. Co prawda red. Tadeusz Zieliński najwidoczniej brzydzi się tłumem szarych graczy (końcówka z przewracaniem oczami jest niezła), wszak jest dziennikarzem, ale za to relacja pisemna z pokazu Diablo III jest jeszcze lepsza.
Ogólnie prędkość grania jest znacznie większa, a fakt, że creepy dropują health orby sprawia, że nie ma w ogóle downtimeu żadnego ani managowania potami.
Oh yeah...

czwartek, 13 sierpnia 2009

Każda akcja rodzi reakcję, czyli słów kilka o agresji w sieci

Znowu awantura o internet, a właściwie internautów. O tym, że w sieci kwitnie chamstwo, a każdy jest ekspertem od wszystkiego, sięgającym przy tym w dyskusji po argumenty różnorakiego rodzaju, niekoniecznie merytoryczne, wiadomo i nie bardzo pojmuję, dlaczego, np. red. Żakowski zachowuje się jakby Amerykę odkrył. Tak jest poukładany świat i taka jest ludzka natura, ale przecież red. Żakowski nie o układaniu świata i naturze ludzkiej chce rozmawiać, ale o internecie. No dobrze. Dwa teksty (pierwszy, drugi) wpadły mi ostatnio w oko, nie licząc artykułu Polityczna rewolucja internetu Michaela Massinga, wszystkie na tyle sensownie rzecz podsumowujące, że mogę je z czystym sumieniem polecić, co wszak nie znaczy, że się z nimi całkowicie zgadzam. Nie ma to jednak, jak od czasu do czasu, zadumać się nad odmiennym rzeczy postrzeganiem.

Mnie osobiście w tym kontekście najbardziej frapuje sfera dyskursu o grach w polskiej sieci. Nie, nie będę pisał o zalewającej mnie zewsząd agresji, o tym, że jestem jej przeciwny, że wcielam się w gołąbka pokoju, etc. Nie, nie będę, bo moją własną, autentyczną agresję wzbudza kilka rzeczy i wylewa się ona ze mnie, kiedy podczas serfowania po necie, potknę się o nie. Poniżej krótka wyliczanka, sporządzona z punktu widzenia szarego gracza przez tegoż gracza. Nie wnikam zbyt głęboko w konkretne przykłady, nie podaję nazwisk, bo i po co? Ani opamiętania, ani zrozumienia nie oczekuję.

1. Redaktorzy, którzy nagle tracą pamięć i nie tylko pamięć.
Innymi słowy, niektórzy piszący zgrabne teksty w mediach mainstreamowych, np. Przekroju czy Polityce, po trafieniu do sieci doznają szoku jakowegoś, tracą zmysły, zaczynają używać słów takich jak "ssie", "zajebisty", itp., co mnie do szewskiej pasji doprowadza albo ujawniają swe zadziwiające poglądy, np. na temat patriotyzmu, religii, które roztrząsałem mając lat 14. i wierzyć mi się nie chce, że dorosły, naznaczony doświadczeniem życiowym, wiedzą, oczytaniem, etc. człek, takie mieć może. Albo też pod płaszczykiem pisania o grach forsują swoje poglądy, które osobiście uważam za szkodliwe. Czy nasi przodkowie powinni wstydzić się tego, co zrobili po 1492 r.? Oczywiście, ogłosi polski publicysta growy, dlaczego nie powstają gry o zbrodniach kolonizatorów? Biedni Inkowie, którzy niszczyli sąsiednie ludy, traktując je jak małpy. Czy Armia Krajowa była nielegalna, a sądownictwo GB było bardziej prawnie umocowane od wymiaru sprawiedliwości AK? Naprawdę, choć trudno w to uwierzyć, takie wątpliwości podnoszą ludzie o grach w Polsce pisujący. Interesuję się historią, więc łatwo wyłapać mi idiotyzmy, nieuctwo i bicie piany przez co poniektórych. Niezmiernie mnie to irytuje. Zwłaszcza, że ich szkodliwe brednie trafią do milionów "userów", bo tym są dla nich czytelnicy.

2. Redaktorzy pism o grach, którzy medium zmieniają.
Niestety, niektórzy nie wyciągają wniosków. A może wyciągają złe. Tak jak Panowie wymienieni w punkcie 1. uważają, że z ludźmi z sieci należy rozmawiać językiem niewyszukanym o kwestiach mniej jeszcze wyszukanych, tak Panowie wymienieni w punkcie 2. sądzą, że skoro pima o grach padają, to pewnie dlatego, że zbyt skomplikowane są pod każdym względem. Z mojego punktu widzenia wygląda to tak, że chętnie bym jakąś prasę o grach kupował, gdyby istniała taka warta uwagi. Niestety, polska prasa o grach jest pisana językiem adresowanym do 12-latka, więc jako człek starszy rezygnuję z niej. Co więcej, po przejściu do sieci, autorzy zaczynają adresować nowe dzieło do 10-latka, a więc w kierunku przeciwnym do przeze mnie oczekiwanego. Irytuje mnie to.

3. Redaktorzy flame'ujący.
O, takich nie brakuje. Niektórym samo tak wychodzi, ale są i tacy, którzy celowo zamęt wzniecają, odsłon większej liczby pożądając. Ci ostatni są najgorsi, żywią się bowiem niczym sępy, hieny czy ghule padliną, czyli animozjami narosłymi między graczami, które sensu przecież nie mają, bo technikaliów, a nie samych gier dotyczą. Tacy wzbudzają moje wyjątkowe poirytowanie.

4. Redaktorzy, którzy nie dorośli do tego miana.
Sporo ich jest, a poznać ich można po tekstach wielce topornych, które prezentowane są graczom jako teksty dziennikarskie. Nie poirytowanie, a raczej uśmiech, znakomita większość wymienionych wzbudza.
Nie wspomniałem o dziwnych recenzjach, relacjach z pokazów, etc., ale to osobna, bo wyjątkowo kontrowersyjna jest kategoria. Poprzestanę na czterech grupach, które najbardziej dziś w oczy mi się rzucają i które agresję we mnie wzbudzają. Warto, aby ci, którzy o tej agresji internautów wspominają, pamiętali, że różne może mieć ona źródła.

wtorek, 11 sierpnia 2009

Z dziennika szarego gracza. Wtorek. 11 sierpnia 2009 r.

W TVN CNBC Biznes pojawił się Marek Tymiński, szef City Interactive. Rozprawiał on tam o rynku, o branży, o wielkości swojej firmy i jej świetlanej przyszłości. Tak, gry wchodzą do gry, a mikrofon jest cierpliwy. I dopiero teraz zacząłem się zastanawiać, że też wcześniej tego nie zauważyłem, czy interesy CI od wodzą p. Tymińskiego w Peru, to przypadek czy coś więcej.
------------------------------------------------------------------------------------
Risen prawdopodobnie nie pojawi się w Australii. Prawdopodobnie, bo ten sam los czekał wiele innych tytułów, w tym nawet Fallouta 3, ale wszystko dobrze się skończyło. Problem polega na tym, że właściwe władze na antypodach nie uznają gier dla dorosłych, więc wszystko, w czym pojawiają się narkotyki, seks lub przemoc trafia na czarną listę. Ponieważ Risen idzie w ślady Gothica, nie zabrało w nim ziela. Kłopot tkwi w tym, że w przypadku Gothica ziele było wkomponowane w fabułę dość mocno i nijak bez szkody dla niej, ziela wyrwać z gry się nie dało. Ciekawe, czy powtórzono ten motyw w Risen.
-------------------------------------------------------------------------------------
Ekscytacja ogarnęła wielu. Wielki Elektronik być może zafunduje nam kolejne spotkania z klasykami Bullfrog. Populous, Theme Park, Dungeon Keeper raz jeszcze? Dlaczego nie, tyle, że to już nie będzie to samo, a EA przyznało się tym samym do porażki. Nie ma to jak uznane marki, sequele, etc. Wszystko wraca do normy. A Kotick, który twierdził to od dawna, zarabia teraz po 50 centów na sekundę.

poniedziałek, 10 sierpnia 2009

Z dziennika szarego gracza. Poniedziałek. 10 sierpnia 2009 r.

CD Projekt na wesoło postanowił uporać się z kimś, kto włamał się na firmową stronę i zaprezentował nową serię wydawniczą Tanie ssanie. Szkoda tylko, że nie do końca tak wesoło to wygląda. Długi czas usuwania problemu (trzy dni) kontrastuje z oficjalną wersją, że "Skutki piątkowego ataku na naszą stronę zostały szybko usunięte". A skoro tu odbiorca może mieć wątpliwości, to jaką ma pewność, że zapewnienia o bezpieczeństwie danych osobowych itp., nie padły tylko ot tak sobie? Generalnie, można próbować całą sprawę obrócić w żart, ale czy to najlepsze rozwiązanie dla dużej, aspirującej do miana poważnej, firmy? A gdzie informacja o złożeniu zawiadomienia o popełnionym przestępstwie? To pierwsza rzecz jaka powinna się tam znaleźć. Przyzwyczaiłem się, że cała polska branża jest na ustawicznym luzie, od nadmiernie wyluzowanych recenzentów, co widać po ubiorze i zachowaniu, po wyluzowanych przedstawicieli firm, ale warto wiedzieć, kiedy luz trzeba wyłączyć albo nieco ograniczyć. I tego polska branża, choć niby ciągle się profesjonalizuje, jakoś nauczyć się nie może.
------------------------------------------------------------------------------------

Bobby Kotick zarobił w 2008 r. około 15 milionów dolarów. Piotr Gnyp z Polygamii obliczył nawet szybko, że to jakieś 50 centów na sekundę. Dotarło do mnie, że gry to działka niezwykła. Nas, graczy, nie interesują plotki o jakichś duperelach. My uwielbiamy liczby, analizy, prognozy, wyniki wszelakie... Kogo, jako wielbiciela muzyki, obchodzą wyniki finansowe jakiejś wytwórni płytowej? Albo kogo, jako widza, obchodzą zmiany w składzie zarządu jakiegoś studia filmowego? Graczom tego typu informacje wydają się niezbędne. Nie wiedzieć dlaczego.
-------------------------------------------------------------------------------------
Zapoznałem się z majowymi wynikami sprzedaży polskich magazynów o grach i padłem. CDA - sprzedaż na poziomie 60 proc. nakładu, Play 37 proc. nakładu, KŚG też około 60 proc. Liczby są bezlitosne, CDA - 79 tys., Play niecałe 15 tys., KŚG niecałe 20 tys. Czy to już jest koniec? Zdaje się, że dla niektórych niestety tak. Na szczęście internet jest otwarty, wydatki na reklamę w nim zamieszczaną rosną, tylko ci internauci...
-------------------------------------------------------------------------------------
Dlaczego nowy Call of Juarez odniósł sukces? Jeżeli można to nazwać sukcesem, rzecz jasna. Jedno zdanie z wywiadu z przedstawicielem Techlandu, który opublikował gram.pl.
Wiele osób mówi, że Call of Juarez odniósł sukces, ponieważ jest to western, a westernów jest mało.
Proste? Proste.