Znowu awantura o internet, a właściwie internautów. O tym, że w sieci kwitnie chamstwo, a każdy jest ekspertem od wszystkiego, sięgającym przy tym w dyskusji po argumenty różnorakiego rodzaju, niekoniecznie merytoryczne, wiadomo i nie bardzo pojmuję, dlaczego, np. red. Żakowski zachowuje się jakby Amerykę odkrył. Tak jest poukładany świat i taka jest ludzka natura, ale przecież red. Żakowski nie o układaniu świata i naturze ludzkiej chce rozmawiać, ale o internecie. No dobrze. Dwa teksty (
pierwszy,
drugi) wpadły mi ostatnio w oko, nie licząc artykułu
Polityczna rewolucja internetu Michaela Massinga, wszystkie na tyle sensownie rzecz podsumowujące, że mogę je z czystym sumieniem polecić, co wszak nie znaczy, że się z nimi całkowicie zgadzam. Nie ma to jednak, jak od czasu do czasu, zadumać się nad odmiennym rzeczy postrzeganiem.
Mnie osobiście w tym kontekście najbardziej frapuje sfera dyskursu o grach w polskiej sieci. Nie, nie będę pisał o zalewającej mnie zewsząd agresji, o tym, że jestem jej przeciwny, że wcielam się w gołąbka pokoju, etc. Nie, nie będę, bo moją własną, autentyczną agresję wzbudza kilka rzeczy i wylewa się ona ze mnie, kiedy podczas serfowania po necie, potknę się o nie. Poniżej krótka wyliczanka, sporządzona z punktu widzenia szarego gracza przez tegoż gracza. Nie wnikam zbyt głęboko w konkretne przykłady, nie podaję nazwisk, bo i po co? Ani opamiętania, ani zrozumienia nie oczekuję.
1.
Redaktorzy, którzy nagle tracą pamięć i nie tylko pamięć.Innymi słowy, niektórzy piszący zgrabne teksty w mediach mainstreamowych, np. Przekroju czy Polityce, po trafieniu do sieci doznają szoku jakowegoś, tracą zmysły, zaczynają używać słów takich jak "ssie", "zajebisty", itp., co mnie do szewskiej pasji doprowadza albo ujawniają swe zadziwiające poglądy, np. na temat patriotyzmu, religii, które roztrząsałem mając lat 14. i wierzyć mi się nie chce, że dorosły, naznaczony doświadczeniem życiowym, wiedzą, oczytaniem, etc. człek, takie mieć może. Albo też pod płaszczykiem pisania o grach forsują swoje poglądy, które osobiście uważam za szkodliwe. Czy nasi przodkowie powinni wstydzić się tego, co zrobili po 1492 r.? Oczywiście, ogłosi polski publicysta growy, dlaczego nie powstają gry o zbrodniach kolonizatorów? Biedni Inkowie, którzy niszczyli sąsiednie ludy, traktując je jak małpy. Czy Armia Krajowa była nielegalna, a sądownictwo GB było bardziej prawnie umocowane od wymiaru sprawiedliwości AK? Naprawdę, choć trudno w to uwierzyć, takie wątpliwości podnoszą ludzie o grach w Polsce pisujący. Interesuję się historią, więc łatwo wyłapać mi idiotyzmy, nieuctwo i bicie piany przez co poniektórych. Niezmiernie mnie to irytuje. Zwłaszcza, że ich szkodliwe brednie trafią do milionów "userów", bo tym są dla nich czytelnicy.
2.
Redaktorzy pism o grach, którzy medium zmieniają.Niestety, niektórzy nie wyciągają wniosków. A może wyciągają złe. Tak jak Panowie wymienieni w punkcie 1. uważają, że z ludźmi z sieci należy rozmawiać językiem niewyszukanym o kwestiach mniej jeszcze wyszukanych, tak Panowie wymienieni w punkcie 2. sądzą, że skoro pima o grach padają, to pewnie dlatego, że zbyt skomplikowane są pod każdym względem. Z mojego punktu widzenia wygląda to tak, że chętnie bym jakąś prasę o grach kupował, gdyby istniała taka warta uwagi. Niestety, polska prasa o grach jest pisana językiem adresowanym do 12-latka, więc jako człek starszy rezygnuję z niej. Co więcej, po przejściu do sieci, autorzy zaczynają adresować nowe dzieło do 10-latka, a więc w kierunku przeciwnym do przeze mnie oczekiwanego. Irytuje mnie to.
3.
Redaktorzy flame'ujący.O, takich nie brakuje. Niektórym samo tak wychodzi, ale są i tacy, którzy celowo zamęt wzniecają, odsłon większej liczby pożądając. Ci ostatni są najgorsi, żywią się bowiem niczym sępy, hieny czy ghule padliną, czyli animozjami narosłymi między graczami, które sensu przecież nie mają, bo technikaliów, a nie samych gier dotyczą. Tacy wzbudzają moje wyjątkowe poirytowanie.
4.
Redaktorzy, którzy nie dorośli do tego miana.Sporo ich jest, a poznać ich można po tekstach wielce topornych, które prezentowane są graczom jako teksty dziennikarskie. Nie poirytowanie, a raczej uśmiech, znakomita większość wymienionych wzbudza.
Nie wspomniałem o dziwnych recenzjach, relacjach z pokazów, etc., ale to osobna, bo wyjątkowo kontrowersyjna jest kategoria. Poprzestanę na czterech grupach, które najbardziej dziś w oczy mi się rzucają i które agresję we mnie wzbudzają. Warto, aby ci, którzy o tej agresji internautów wspominają, pamiętali, że różne może mieć ona źródła.