
Dziś dotarło do mnie to, co niekiedy przeczuwałem. Nie znam się na grach, więc swoje wrażenia z rozgrywki powinienem zdusić w sobie do czasu zapoznania się z recenzjami innych, światlejszych i przygotowanych merytorycznie osób, najlepiej redaktorów z dużych serwisów. Gdybym na ten przykład przeczytał
recenzję F.E.A.R. 2 w GOLu, to nie popełniłbym idiotycznej, kompromitującej
Gry wstępnej z tytułem tym w roli głównej. I nie usprawiedliwia mnie nawet to, że opisywałem wrażenia z dema, bo lektura recenzji największego i najpopularniejszego krajowego serwisu o grach miażdży moje, jak zwykle zresztą, marudne nastawienie. Już na wstępie wszystko się zresztą wyjaśnia. Pozwolę sobie zacytować kilka co ciekawszych wyimków.
Choć pod wieloma względami gra przypomina swój pamiętny pierwowzór, tak naprawdę F.E.A.R. 2 to zupełnie nowa jakość. Amerykanie wzięli sobie do serca krytyczne uwagi recenzentów i fanów, bo niemal wszystkie elementy, do których można było mieć jakieś zastrzeżenia w poprzednich odsłonach cyklu, zostały w Project Origin zmodyfikowane. Teraz nikt nie powinien krzyczeć, że kampania dla jednego gracza jest monotonna i na dłuższą metę nudna. Nikt nie przyczepi się też do szaroburej konwencji, bo produkt od początku zaskakuje żywą kolorystyką, która w żadnym stopniu nie psuje klaustrofobicznego, ciężkiego klimatu, czego niektórzy miłośnicy serii F.E.A.R. tak bardzo się obawiali. Zresztą, rozmaitych zmian jest znacznie więcej.
Mnie przeszkadza, że
F.E.A.R. 2 to tylko poprawiona jedynka? Cymbał ze mnie, przecież to właśnie jest w tej grze najlepsze i najbardziej wartościowe. Zresztą co tu dużo gadać, padają konkretne przykłady, które po prostu wbijają w ziemię.
Zacznijmy od systemu leczenia. Autorzy znacznie ograniczyli limit apteczek, które zbieramy w trakcie rozgrywki – teraz można mieć ich maksymalnie trzy, a nie dziesięć, jak we wcześniejszych odsłonach cyklu.
Kolejną innowacją jest zwiększenie do czterech liczby pukawek, jakie może przy sobie nosić Becket (...) W przypadku samych pukawek nie ma rewolucji.
W temacie środków zagłady zaszła jeszcze jedna zmiana: autorzy zrezygnowali z ładunków wybuchowych odpalanych za pomocą detonatora, w zamian wprowadzili dwa inne granaty.
Nie twierdzę, że nota 90/100 w przypadku drugiego
F.E.A.R.a to nota za wysoka. Grałem tylko w demo, które mnie nie tyle nawet zniechęciło, co raczej nie zachęciło. Zauważam, że to, co dla mnie jest dość oczywistą wadą sequela, a więc wtórność, a właściwie autoplagiat, dla innych znaczenie nie ma, bo ważne jest to, że kolorów przybyło, no i nowe pukawki są dostępne. W przypadku muzyki ukuto na takie postępowanie termin
cover, w filmie jest
remake, w grach jest
nowa gra. Po prostu. Chciałbym dożyć czasów, kiedy recenzenci zaczną w końcu oceniać gry.