Debata O co toczy się gra? zainicjowana na łamach Kultury przez Olafa Szewczyka zakończyła się, zanim na dobre rozpoczęła, publicznym ukamieniowaniem autora za używanie terminu „interaktywne wideo”. Teraz czekam na ukamieniowanie, tuż po tym jak zostanie rozstrzelany, powieszony, połamany kołem i poćwiartowany, Guillaume de Fondaumiere ze studia Quantic Dream, który notorycznie określa Heavy Rain, wielką nadzieję konsolowców, mianem „interactive movie”.
--------------------------------------------------------------------------------------
Wielki Elektronik John Riccitello ujawnił w telewizji PBS wyniki ogólnoświatowych badań mających na celu ustalenie wielkości populacji graczy. Zlecenie EA wykonywało tysiące firm badawczych, których pracownicy dotarli w poszukiwaniu graczy do każdego zakątka globu, nie wyłączając stacji badawczych na Antarktydzie, osad tubylców na Borneo i wsi na Lubelszczyźnie. Wyniki są szokujące. Po rozliczeniu ankiet, którzy wypełnili wszyscy badani okazało się, że gra już ponad 1.000.000.000 ludzi. Kolejne badanie za tydzień.
--------------------------------------------------------------------------------------
Jak pisać recenzje gier w formie kilku zdań? Ten problem nie daje spać większości polskich publicystów growych, zwłaszcza tych, którzy publikują na papierze. Z ogromną życzliwością przyglądam się tym wysiłkom, zwłaszcza że pisanie na papierze zobowiązuje. Przede wszystkim do ukazania gier w szerszym kontekście kulturowym. W dzisiejszym Dużym Formacie, dodatku do Gazety Wyborczej, pojawiły się recenzje Dragon Age: Origins i S.T.A.L.K.E.R.a: Zewu Prypeci. W pierwszym przypadku większa część notki, bo tak chyba określać należy te recenzje, skupiła się na polskim dubbingu, ze szczególnym uwzględnieniem udziału Piotra Fronczewskiego, a w drugim na Strugackich i Tarkowskim, których dzieła w niewielkim stopniu inspirowały twórców gry. Po przeczytaniu tych „recenzji” nabrałem ochoty na przeczytanie powieści Piknik na skraju drogi, obejrzenie filmu Stalker i przesłuchanie płyty Franka Kimono. A gry? Kontekst kulturowy je przysłonił.
-------------------------------------------------------------------------------------
Jak powszechnie wiadomo polska branża growa utalentowanymi piórami stoi. Owe pióra od czasu do czasu próbują modę na słowa wprowadzać, wszak piękny jest język ojczysty, a pisanina o grach nie musi być suchym przekazem. I tak w ostatnich dniach furorę robi zapomniane już nieco, wielu zostawiło je w piaskownicy, słowo „pysk”. Premiera Street Fightera IV reklamowana była jako wielki powrót prania po pyskach, a różnice w wystawianych notach recenzenckich zwane bywają dawaniem/dostawaniem po pysku. Dajcie sobie pyska utalentowane pióra, wszak razem tworzycie język polskiej publicystyki growej, który nie może na pysk upaść.
The Boondock Saints Becomes Co-op Shooter
4 godz. temu
2 komentarze:
Widzę, że z biegiem czasu wyostrza ci się pióro :) Dobrze znów cię czytać.
Kupiłem nową temperówkę :) Dzięki, ale nie wiem ile popiszę. Coraz mniej mi się chce, widać zresztą, pisuję z doskoku. Pozdr.
Prześlij komentarz