czwartek, 13 sierpnia 2009

Każda akcja rodzi reakcję, czyli słów kilka o agresji w sieci

Znowu awantura o internet, a właściwie internautów. O tym, że w sieci kwitnie chamstwo, a każdy jest ekspertem od wszystkiego, sięgającym przy tym w dyskusji po argumenty różnorakiego rodzaju, niekoniecznie merytoryczne, wiadomo i nie bardzo pojmuję, dlaczego, np. red. Żakowski zachowuje się jakby Amerykę odkrył. Tak jest poukładany świat i taka jest ludzka natura, ale przecież red. Żakowski nie o układaniu świata i naturze ludzkiej chce rozmawiać, ale o internecie. No dobrze. Dwa teksty (pierwszy, drugi) wpadły mi ostatnio w oko, nie licząc artykułu Polityczna rewolucja internetu Michaela Massinga, wszystkie na tyle sensownie rzecz podsumowujące, że mogę je z czystym sumieniem polecić, co wszak nie znaczy, że się z nimi całkowicie zgadzam. Nie ma to jednak, jak od czasu do czasu, zadumać się nad odmiennym rzeczy postrzeganiem.

Mnie osobiście w tym kontekście najbardziej frapuje sfera dyskursu o grach w polskiej sieci. Nie, nie będę pisał o zalewającej mnie zewsząd agresji, o tym, że jestem jej przeciwny, że wcielam się w gołąbka pokoju, etc. Nie, nie będę, bo moją własną, autentyczną agresję wzbudza kilka rzeczy i wylewa się ona ze mnie, kiedy podczas serfowania po necie, potknę się o nie. Poniżej krótka wyliczanka, sporządzona z punktu widzenia szarego gracza przez tegoż gracza. Nie wnikam zbyt głęboko w konkretne przykłady, nie podaję nazwisk, bo i po co? Ani opamiętania, ani zrozumienia nie oczekuję.

1. Redaktorzy, którzy nagle tracą pamięć i nie tylko pamięć.
Innymi słowy, niektórzy piszący zgrabne teksty w mediach mainstreamowych, np. Przekroju czy Polityce, po trafieniu do sieci doznają szoku jakowegoś, tracą zmysły, zaczynają używać słów takich jak "ssie", "zajebisty", itp., co mnie do szewskiej pasji doprowadza albo ujawniają swe zadziwiające poglądy, np. na temat patriotyzmu, religii, które roztrząsałem mając lat 14. i wierzyć mi się nie chce, że dorosły, naznaczony doświadczeniem życiowym, wiedzą, oczytaniem, etc. człek, takie mieć może. Albo też pod płaszczykiem pisania o grach forsują swoje poglądy, które osobiście uważam za szkodliwe. Czy nasi przodkowie powinni wstydzić się tego, co zrobili po 1492 r.? Oczywiście, ogłosi polski publicysta growy, dlaczego nie powstają gry o zbrodniach kolonizatorów? Biedni Inkowie, którzy niszczyli sąsiednie ludy, traktując je jak małpy. Czy Armia Krajowa była nielegalna, a sądownictwo GB było bardziej prawnie umocowane od wymiaru sprawiedliwości AK? Naprawdę, choć trudno w to uwierzyć, takie wątpliwości podnoszą ludzie o grach w Polsce pisujący. Interesuję się historią, więc łatwo wyłapać mi idiotyzmy, nieuctwo i bicie piany przez co poniektórych. Niezmiernie mnie to irytuje. Zwłaszcza, że ich szkodliwe brednie trafią do milionów "userów", bo tym są dla nich czytelnicy.

2. Redaktorzy pism o grach, którzy medium zmieniają.
Niestety, niektórzy nie wyciągają wniosków. A może wyciągają złe. Tak jak Panowie wymienieni w punkcie 1. uważają, że z ludźmi z sieci należy rozmawiać językiem niewyszukanym o kwestiach mniej jeszcze wyszukanych, tak Panowie wymienieni w punkcie 2. sądzą, że skoro pima o grach padają, to pewnie dlatego, że zbyt skomplikowane są pod każdym względem. Z mojego punktu widzenia wygląda to tak, że chętnie bym jakąś prasę o grach kupował, gdyby istniała taka warta uwagi. Niestety, polska prasa o grach jest pisana językiem adresowanym do 12-latka, więc jako człek starszy rezygnuję z niej. Co więcej, po przejściu do sieci, autorzy zaczynają adresować nowe dzieło do 10-latka, a więc w kierunku przeciwnym do przeze mnie oczekiwanego. Irytuje mnie to.

3. Redaktorzy flame'ujący.
O, takich nie brakuje. Niektórym samo tak wychodzi, ale są i tacy, którzy celowo zamęt wzniecają, odsłon większej liczby pożądając. Ci ostatni są najgorsi, żywią się bowiem niczym sępy, hieny czy ghule padliną, czyli animozjami narosłymi między graczami, które sensu przecież nie mają, bo technikaliów, a nie samych gier dotyczą. Tacy wzbudzają moje wyjątkowe poirytowanie.

4. Redaktorzy, którzy nie dorośli do tego miana.
Sporo ich jest, a poznać ich można po tekstach wielce topornych, które prezentowane są graczom jako teksty dziennikarskie. Nie poirytowanie, a raczej uśmiech, znakomita większość wymienionych wzbudza.
Nie wspomniałem o dziwnych recenzjach, relacjach z pokazów, etc., ale to osobna, bo wyjątkowo kontrowersyjna jest kategoria. Poprzestanę na czterech grupach, które najbardziej dziś w oczy mi się rzucają i które agresję we mnie wzbudzają. Warto, aby ci, którzy o tej agresji internautów wspominają, pamiętali, że różne może mieć ona źródła.

18 komentarze:

Borejko pisze...

Napiszę tak.
Wyręczyłeś mnie Nef.
Sam chciałem się odnieść do mojego trollowania na serwisach pen&papperowych, ale Ty zrobiłeś to już za mnie. O serwisach eRPGowych pisałem niejednokrotnie, więc nie chce mi się po raz kolejny. Poza tym RPG pasują do gier cRPG (i pozostałych komputerowych) jak pieść do oka, jednak cech wspólnych w sieci znaleźć można multum.

Gwoli uzupełnienia dodam że na poletku gier RPG mamy do czynienia już z zachowaniami rodem z lat 1939-1945 gdzie osoby o odmiennym zdaniu piętnuję się w komentarzach przyciskiem "troll" z czego pokpiwałem sobie stosując analogiczny przycisk "ŻYD RPG".
I nie mówię tu o fejmusach, flejmusach i trollach.
Ostatnio szeregi portalu (o przepraszam vortalu), który znają nawet cRPGowcy opuścił mój znajomy, który pisuje do zachodnich pism o RPG. Podejrzewam że z przyczyny jednego flejmu, który ktoś wzniecił o to że używa słów "aprioryczne zdezawuowanie". Rzecz polega na tym e nie można się wychylać ni w lewo, ni w prawo. Pisząc niepoprawne politycznie teksty jesteś trollem, pisząc zdanie wielokrotnie złożone - jesteś "nadęty".
Na szczęście moderacja owego portalu skutecznie usuwa wszelkie niewygodne teksty, dzieki czemu mamy do czynienia z komentarzami pokroju "świetny wpis, świetna notka" czy "+1!"
Nie przeczę sam kpię z tego co się dzieje na scenie RPG, jednak z prozaicznej przyczyny, którą zawarłeś w tytule "akcja rodzi reakcję".
Bo jeśli ktoś tłucze słoje po ogórkach na sesjach RPG by wywołać grozę, lub każe mieszać graczowi ręką w kisielu, by poczuł jak to jest dłubać w flakach ofiary i przedstawia to młodym ludziom na aulum publicznym w postaci artykułu, to jak tu się nie wku*wić, kiedy ktoś robi młodemu człowiekowi wodę z mózgu.

PS.Przepraszam że zlazłem na nie Twoje erpegowe poletko, ale poruszyłeś praktycznie wiele irytujących kwestii, które mają cechy wspólne właśnie z siecią i RPG w niej.

Rafał Belke pisze...

A może, Drogi Nefie, popełniłeś błąd w założeniach, tworząc sobie zbyt wyidealizowany obraz "redaktorów" li tylko na podstawie ich tekstów w mainstreamowej prasie? Może artykuły dopasowane formą do stylu panującego w danym magazynie/serwisie to jednak za mało, by wyciągać wnioski, jakim autor jest człowiekiem? Mam wrażenie, że teraz, kiedy Twoją wizję weryfikuje rzeczywistość, masz żal do owej rzeczywistości.

Autorzy artykułów i redaktorzy to ludzie. Jako tacy mają swoje przekonania, tendencyjne przesądy, nałogi, nie zawsze kryształowe charaktery. Bywają niepoprawni politycznie, cyniczni, opowiadają dyskryminujące dowcipy, pod wpływem chwili wygłaszają nie zawsze przemyślane opinie, przeklinają. Durczok nie jest wyjątkiem :)

Pozdrawiam ciepło

Anonimowy pisze...

autor tego bloga żyje w świecie ułudy jak każdy wykształciuch czytaj w gruncie rzeczy idiota.

(kasuj kasuj ale i tak przeczytasz)

nef pisze...

Nie sądzę, abym miał wyidealizowany obraz "redaktorów" mediów mainstreamowych. Ba, zdaję sobie sprawę nawet z tego, że są tylko ludźmi ze wszystkimi słabostkami, jakie można sobie wyobrazić, choć najpewniej nie występującymi zbiorowo u każdego z nich. Pewnikiem niektórzy nawet klną, ale czy znaczy to, że powinni mięsem rzucać w tekstach? Wspomniany Durczok nie robił tego na wizji. Daleki jestem od osądzania kogokolwiek jako człowieka, oceniać mogę tylko jego poglądy, styl, etc., bo to widzę, a on postanowił się tym wszystkim ze mną jako czytelnikiem podzielić, choć wcale nie musiał, bo mógł poprzestać na pisaniu o grach. I chyba niczego więcej nie napisałem. Wejście do sieci z pisaniem o grach być może dla niektórych znaczy tyle, co pisanie dla dzieciaków lub półanalfabetów (pkt 1 i 2). Co gorsza, z im wyższego poziomu się schodzi do poziomu rozpowszechnionego w "polskim dziennikarstwie o grach" (pkt 4), tym większy widać rozziew, bo znaczy to mniej więcej tyle, że w którymś miejscu osoby te były niezbyt szczere. Nie wszyscy muszą takie podejście, choćby wymuszone koniecznością, akceptować.
A czy mam żal do rzeczywistości? W pewnym sensie tak, bo przykro niekiedy widzieć, co się dzieje. A poza tym, też pozdrawiam.

@anonimowy
Tym razem twojego komentarza, choć poziomem nie odstaje od innych twoich komentarzy, nie wykasuję. Znaj moje dobre serce chłopcze. Generalnie, może bym się przejął takimi komentarzami, gdyby nie były wrzucane ciągle przez jedną i tę samą osobę (IP nie kłamie). Tak więc, co prawda nie zapraszam ponownie, ale i tak wrócisz, bo wiem, że bardzo lubisz mnie czytać (IP nie kłamie).

Rafał Belke pisze...

Nie chciałem sprawiać wrażenia, że polemizuję z całym tekstem i bronię wszystkich autorów. I nadal nie chcę.

Jeszcze jedna wycinkowa - bo dotycząca komercyjnego pisania dla mediów - sprawa, która budzi często nieporozumienia. Takie pisanie to rzemiosło użytkowe, połączenie opinii należącej do autora i formy obowiązującej w danej redakcji. Zleceniodawcy najczęściej mają wizję, jaki styl ma panować w prowadzonym przez nich magazynie/dziale/serwisie i do kogo ma trafiać - od tego są. Elastyczny autor dopasowuje się formą tekstów do zastanego naczynia - nie widzę w tym nieszczerości czy złego dotyku ze strony redakcji, tylko przepis na zgodną współpracę.

Redaktor zleceniodawca mówi: potrzebuję tekstów o grach trafiających do myślących trzydziestolatków, mile widziany bogaty język, dygresje z nawiązaniami do innych segmentów popkultury. Kto inny: nas czyta młodzież, więc bez dygresji, rozwodzenia się nad historią, tylko do rzeczy, luźnym stylem, można pisać DLC czy RTS. Ktoś następny: żadnego slangu, zdania krótkie, słownictwo proste, składniki tekstu ułożone zawsze tak samo. Ktoś jeszcze inny: jak najkrócej, bo nasi odbiorcy nie mają czasu. Nikt nie mówi: napisz dobrze/źle o tej grze - to jest święte poletko autora. Ale swoją opinię można wygłosić na różne sposoby. Rzecz jasna, nie wszyscy autorzy tak robią i to też ich prawo. W sieci również są serwisy dla młodszych hardkorowców i starszych mainstreamowców, więc przesiadka w net nie zawsze musi oznaczać uproszczenie formy.

Nieporozumienia zaczynają się, gdy na przykład ktoś przyzwyczajony do hardkorowego rozkładania gry na czynniki pierwsze czyta recenzję w tygodniku i mówi: co za lanie wody, pół recenzji o niczym, a drugie pół zbyt ogólne, napisałbym to sto razy lepiej. Otóż nie, właśnie taki tekst jest mile widziany przez większość czytelników. I na odwrót - czytelnik tygodników może narzekać, że trafił gdzieś indziej na artykuł dziecinny czy najeżony niezrozumiałymi technikaliami. Dla niego tak, dla wymarzonych przez redakcję odbiorców - niekoniecznie.

pankomentarz pisze...

A teraz ja stanę po stronie Nefa. Widzi pan, panie Rafale, Nef nie piętnuje tego, że istnieje coś takiego jak target. Nef nie piętnuje tego, że ktoś pisze stylem dostosowanym do odbiorcy lub też do wyimaginowanego przez zleceniodawcę "corowego" czytacza tekstów.

Nefowi raczej chodzi o polityki i propagandy, których się tacy "redaktorzy" dopuszczają. O nieprofesjonalizm w zachowaniu i piśmie; o karygodnym obniżaniu poziomu przez dodawanie wulgaryzmów i zwrotów, za pomocą których autor uważający się za osobę wybitnie sprytną próbuje się z czytelnikiem bratać, za swojego zioma uznać.

Dodanie do tekstu słowa "zajebisty" niczego nie zmienia, nawet więcej powiem, daje przyzwolenie na używanie takiego słownictwa.

W jednej rzeczy jednak chyba pan trafił, Nef najwyraźniej ma problem z dysonansem poznawczym w kwestii redaktorów. Mam ten sam problem.

nie wiadomo dlaczego, wymyśliliśmy sobie, że redaktor i recenzent to profesjonalista świadomy języka, w którym pisze. Uznaliśmy nie wiadomo dlaczego, że jest to człowiek szanujący swojego czytelnika, nie ważne, czy to dwunastolatek, czy trzydziestolatek. taka osoba potrafi zachować się profesjonalnie, ma sporą wiedzę na temat przez siebie opisywany.

A do tego jeszcze ma zainteresowania, potrafi spojrzeć z interesującego punktu widzenia, ale nie pozwala swoim osobistym przekonaniom, ideologiom, zachciankom i złościom przeniknąć do tekstu.

Stąd się bierze ten dysonans. Chcielibyśmy, żebyście tacy byli.

Swoją drogą, dobry art Nefie, przypominają mi się flame'y sprzed kilku miesięcy :)

nef pisze...

@Rafał Belke
Aby rozwiać pewne wątpliwości. Zdaję sobie sprawę, że nie polemizowałeś z całością wpisu, bo nie byłoby to rozsądne :) W zasadzie współczuję osobom utrzymującym się z pisania, zwłaszcza pisania o grach. Nie chcę rozwijać tego wątku, ale co roku z zazdrością spoglądam na nominacje do Media Games Awards. Może kiedyś polskie media dorosną do tego poziomu, a dotyczy to również miejsca do publikowania tekstów. I może wtedy nabierze to jakiegoś sensu, którego w chwili obecnej brak. Może doczekam się takiego polskiego RSP, który od dwóch lat prowadzą dziennikarze pisujący też dla innych profesjonalnych serwisów. Może jestem naiwny, ale sądziłem że są osoby, które swoim pisaniem o grach, mniejsza o oceny, bo to rzecz subiektywna, ale stylem i podejściem do odbiorcy będą wyznaczać wyższy standard, od tego który wszechobecny jest w polskiej sieci. Niestety, kiedy ktoś, zwłaszcza należący do wąskiej grupy osób, od której można czegoś oczekiwać, zachęca mnie do przeczytania tekstu stwierdzeniem - mniej więcej - sprawdź, czy ta gra ssie, to ręce mi opadają...na klawiaturę i piszę na blogu, co zauważyłem. Oczywiście mógłbym tego nie pisać, ale jakoś nie umiem się powstrzymać.

@pan komentarz
E tam dobry. Usiadłem, napisałem, ot, impuls. U mnie wpisy nie dojrzewają, więc są słabe :)

nef pisze...

@anonim
Nie wiem dlaczego sądzisz, że interesuje mnie to, co myślisz na mój temat. Oświadczam ci więc, że kompletnie przestało mnie to zajmować. A swoją drogą, zaczynam cię traktować jak użytecznego idiotę. Dzięki reklamie, którą mi robisz w sieci, np. ten link na Gamezilli, oglądalność mi wzrasta. Dzięki.

nef pisze...

@anonim
jesteś strasznym natrętem, który ma chyba na moim punkcie obsesję. Tak, będę kasował twoje komentarze, bo nie są merytoryczne i kompletnie nic nie wnoszą do tematu. A że nie potrafisz dostrzec, że jest jakiś temat, to już nie mój problem. Wiem, że chciałbyś aby o grach i całym świecie gier pisali wyłącznie namaszczeni dziennikarze, ale niestety, te czasy minęły. Na szczęście.

Rafał Belke pisze...

Panowie, skoro żyjemy w ciekawych czasach, kiedy internet miesza w tych ładnych fasadach budowanych przez stare media - może właśnie powinniście doznać dysonansu, rozczarować się, obrazić nawet na dziennikarzy znanych Wam z papieru. A potem wrócić z nowym dystansem i od zera weryfikować, czy ktoś tworzy coś wartego poczytania. Sprawdzić, czy nie rozkwitły jakieś huby z tekstami w tygodnikowym stylu, nie przejmując się miejscami przeznaczonymi dla innych odbiorców. Ze spokojem podejść do faktu, że ktoś pisze i tu, i tam. Albo nie - uznać to za nieuczciwość i wybierać tych, którzy tak nie robią. Internet na szczęście daje wspaniałe możliwości wyboru :)

nef pisze...

Tak, internet daje duże możliwości. I jest tak bardzo odmienny od miejsc, w których myśli wypowiada się za pośrednictwem słowa drukowanego. Jakaś bariera stoi pomiędzy tymi światami. Z jednej strony osoby piszące ładnym stylem i do rzeczy w druku, w necie dostają małpiego rozumu, inni, piszący w necie, po przejściu na druk sztywnieją. Przykładem pewien wielce krytyczny redaktor, to co ma swoje zdanie w agorowym serwisie, który od kiedy trafił na łamy Co jest grane, tylko wychwalać potrafi. Więcej, doznał już takiej schizofrenii, że potrafi w CJG wychwalić grę East India Company, a w sieci ją nazwać crapem. Z całym szacunkiem Rafale, ale zaczynam traktować te przejścia z sieci do druku i odwrotnie jako zagrażające zdrowiu, a może to dwa światy istniejące po obu stronach lustra?
PS. Z innej beczki. Miałem kiedyś Cię zaczepić, ale zapomniałem, o Rise of the Argonauts. Nadal uważasz, że to nu RPG?

bioforger pisze...

Rozumiem, że punkt 1 to m.in. o Zygmuncie Miłoszewskim. Ja też jestem rozczarowany stylem jego kawałków z Polygamii. Zgadzam się zatem z pierwszą częścią Twojego punktu 1 – równanie w dół by dostosować się do widowni i redakcji portalu, uważam za wstyd, chyba że nie ma się czego do garnka włożyć. Autorzy muszą pamiętać, że czytelnicy ich rozpoznają i ich też taktują jako „firmę”. Jeżeli firma podpisze zły kontrakt ze zleceniodawcą i zacznie produkować buble, odbiorcy stracą zaufanie. (To też a propos poglądów pana Rafała Belke).

Ale już z Twoimi pretensjami o wyrażaniu własnych poglądów przez autora subiektywnego felietonu (część druga punktu 1) częsciowo się nie zgadzam. Myślę, że taki autor ma prawo wedle swoich poglądów skrytykować tam kogo chce. Potem można z tym polemizować, co czasem wzbudza ciekawą dyskusję, a nawet może prowokować twórców. Jak sam wiesz, traktuję usiłowania pisania obiektywnych recenzji i felietonów jako próbę zamaskowania braku ukształtowania i dojrzałości tych poglądów. Lubię też gdy pisząc felieton o grach ktoś wychodzi poza to medium, choćby w stronę historii. Kluczową rzeczą jest jak się to przedstawi, jak uargumentuje i do jakiej dyskusji zaprosi. Pan Miłoszowski przedstawiał moim zdaniem całkiem spójne poglądy, ale ohydnie je podał – jak w pyskówce z nastolatkiem. Z częścią zupełnie się nie zgadzam, wolałbym aby mówił o potrzebie i sposobie zrobienia ambitnej gry o zbrodniach inkwizycji/indian czy o kontrowersjach wokół AK, a nie o FPS w Powstaniu Warszawskim. Ale nic tam nie komentowałem – Polygamia i te felietony ze względu na konwencję, nie są w tej chwili miejscem na kulturalną, spokojną dyskusję o grach. Szkoda, że pan Zygmunt wybrał właśnie ich, może próbuje włożyć kij w mrowisko? Mam nadzieję, że jakoś z tego wybrnie.

Rafał Belke pisze...

Tak, nadal wydaje mi się, że w przypadku Rise of the Argonauts analogia z gatunkami muzycznymi z przedrostkiem nu jest trafna. Niby są tam elementy RPG, ale (z perspektywy rdzenia gatunku) niewiele z tego wynika. Tak jak metalowe łojenie na gitarach wykorzystane do piosenek z "jęczącymi" refrenami, tak jak jazzowe brzmienia wykorzystane w utworach pozbawionych improwizacji. Nie pomstuję z powodu tych trendów, coś tam sobie wybrałem z oferty nu-metalowców i nu-jazzowców. Skoro twórcy świadomie wybierają upraszczanie zamiast rozwijania, wrzucenie ich do oddzielnej szufladki pozwala lepiej zrozumieć, co chcą osiągnąć. I to też pasowało mi do Argonautów, którzy nie przez przypadek są, jacy są.

nef pisze...

@bioforger
Co do wyrażania własnego zdania, czy to w felietonach, czy to w recenzjach. Jak najbardziej, nic nie umniejsza w moich oczach autora, niż silenie się na obiektywizm. Ten wpis ma również subiektywny charakter, napisałem co mnie zniesmacza i złości. Niech autor wypisuje swoje przemyslenia, itp. Niemniej, jeśli czytam, że patriotyzm i religia są co do zasady szkodliwe i stanowią źródło zła na tym świecie, to subiektywnie zaczynam zastanawiać się, czy autor jest.... czy też...
Dyskusja nie ma niestety w obecnych polskich warunkach sensu, bowiem autor ma z reguły, dotyczy to zwłaszcza autorów z tzw. górnej półki pisania o grach w Polsce, z nielicznymi wyjątkami, gdzieś to, co piszą czytenicy i nie próbuje raczej zniżać się do odpowiedzi. Jakoś nie widziałem Z. Miłoszewskiego, który na krytyczne oceny swoich felietonów próbuje tłumaczyć co i jak. Pamiętam pewnego recenzenta z Valhali, który wystawił wysoką dość ocenę Forsaken Gods, a kiedy napisałem mu, że to jakaś pomyłka, że nawet wydawca przeprasza za grę, podając linka do GameSpota, przypadkowo zupełnie, odezwał się, że pluję, ze swojego zdania nie musi mi się tłumaczyć, a w ogóle to jestem kanalia, bo linkiem do GameSpota insynuuję. Taki to poziom.
Zresztą jak dyskutować na stronie o grach o tym, czy religia jest źródłem zła wszelakiego, że o bardziej skomplikowanych kwestiach historycznych nie wspomnę. Najlepszym dowodowem na to jest zamieszanie, jakie powstało po felietonie Cień kata Olafa Szewczyka. Przedstawił on swoje racje, które uzasadniały w jego opinii interwencję w Cenedze, ale red. S. Serafin z GC, który rzecz wywołał, nie dyskutował. Jego argumentacja pozostała na poziomie fajna gra, trudna, ciekawy klimat, a Olaf Szewczyk to oszołom i cenzor. To, co zobaczyłem w dyskusjach na rzeczony temat, np. na Polygamii, gdzie Ryszard Chojnowski/rysław, jeden z najbardziej sensownych ludzi w polskim światku gier, próbował dyskutować, przeraziło mnie. Nie sądziłem bowiem, że ludzie mogą być tak... Jeden wyśmiewał ideę wojny sprawiedliwej (tak, Paweł Włodkowic był idiotą z krzyżackiego punktu widzenia), inny dowodził zbrodni polskich danymi żywcem wyjętymi z radzieckich podręczników z przełomu lat 40./50. XX w., etc. Takiego festiwalu głupoty i nieuctwa dawno nie widziałem. I w ten klimat świetnie wpisuje się wspomniany red. SS ze swoimi teoriami relatywizującymi historię. Niech sobie takie poglądy ma, po prawdzie mam to gdzieś, ale nabrałem przekonania, że rozpowszechnianie ich pod płaszczykiem pisania o grach jest po prostu szkodliwe. Niestety. Ty, ja piszemy sobie blogi. On dostał potężną medialną tubę z milionami odsłon i odwiedzających, nie dlatego, że ją stworzył, ale bo go zatrudniono, by pisał o grach. Jakaś odpowiedzialność za słowo, choćby na poziomie minimalnym, powinna obowiązywać. Oryginał się trafił, co to potrafi zakwestionować legalność sądownictwa AK. Jeżeli będę chciał poczytać o sensie PW, to sięgnę po Kisiela i Bartoszewskiego, którzy spór o to prowadzili, a nie jakiegoś kolesia, który lubi przedstawiać wydarzenia z niemieckiego lub rosyjskiego punktu widzenia i poraża ignoracją każdego, kto ma więcej niż przeciętne pojęcie o historii. To mnie irytuje i będzie irytować. Generalnie, chyba lekceważy się pisanie o grach. Czyta o nich rzesza ludzi, najczęściej młodych, którzy szukają odpowiedzi na wiele pytań. I tak się zastanawiam, czy to są dobre miejsca na takie subiektywne pisanie na każdy temat, bo autorzy najczęściej trafiają się z przypadku.

nef pisze...

@Rafał Belke.
Przyznam, że to o czym napisałeś, wyznacza dla mnie ramy gatunkowe, czy raczej subgatunkowe hack&slasha. Nie bardzo rozumiałem i nadal nie rozumiem, jaki miałeś cel we wprowadzaniu pojęcia nu RPG. Jaka jest według Ciebie różnica między h&s a nu RPG?

Rafał Belke pisze...

Gdyby się uprzeć, nu-RPG można by nazwać hack&slashem z przerostem fabuły, dialogów i pokojowej eksploracji. Fanów H&S te elementy znudzą, fani RPG szybko odkryją, że zębatki sobie wirują, ale nie są połączone z mechaniką (np. wybory opcji dialogowych na nic nie wpływają). To propozycja dla nowej klienteli, której poszukiwali twórcy Argonautów.

Nu-metal to też w sumie pochodna brooklyńskiego hardcore'a spod znaku Biohazard. Czyli tak naprawdę ani "nu", ani "metal". I jeszcze moja nadzieja zaszyta w tej analogii: że nu-RPG będzie jednak trendem przemijającym, tak jak nu-muzyka, podczas gdy metal, jazz i RPG będą trwać. To było celem ważniejszym niż bawienie się w gatunkowe technikalia - opisanie drogi obranej przez Argonautów poprzez szersze popkulturalnie porównanie. Gdybym przeczytał o jakimś pisarzu, że jest Rolling Stonesami kryminału, wiedziałbym od razu, że jest bardzo poczytny, od lat pisze takie same, klasycznie skonstruowane książki, za które jedni go nieodmiennie kochają, a inni narzekają, że nic nowego, odcinanie kuponów itp. I nawet nie musiałbym znać się na kryminałach. Podobnie czytelnicy prasy mainstreamowej niekoniecznie muszą się znać na grach, żeby coś wynieść z czytania o nich.

nef pisze...

W szerszej perspektywie wygląda to bardziej zrozumiale. A Mass Effect mieści się w tym pojęciu? Tak jak w przypadku RotA mamy nawiązania do znanych tematów (mity-schematy sci-fi), eksplorację, dialogi, etc., które w istocie dają jedynie pozór podzielenia się z graczem możliwością prowadzenia fabuły, itp. Te dwie gry w tym kontekście mają ze sobą dużo wspólnego. Pomijając kwestię wykonania, bo jednak Bioware jest zdecydowanie lepszym rzemieślnikiem. Z wyboru zresztą.

Rafał Belke pisze...

W Mass Effect miałem dobre, przyjemne wrażenie, że wszystko działa, że wciągająca całość jest większa niż suma składników - a nie mniejsza, z leżącymi obok częściami, które zostały po złożeniu. BioWare dość swobodnie przycina i upraszcza mechanikę RPG (nie pierwszy raz), wolałbym mieć jej więcej. Nie chcą za daleko wypuścić gracza z rąk, nie podsuwają edytora bohatera z masą klas, ras itp., czasem odbierają swobodę - bardzo chcą opowiedzieć swoją główną historię tak, jak sobie zaplanowali. Pod tym względem ME przypomina japońskie RPG i tak do niego podchodzę. Coś tam jednak dla mnie zostaje: kilka smacznych miejsce poza głównym szlakiem, decydowanie, którego członka drużyny poświęcić, przebieg i wynik drobniejszych misji zależący od charakteru postaci, wyboru ścieżki, przebiegu rozmowy.