poniedziałek, 30 sierpnia 2010

30.07.2010

Nie chce mi się już wyśmiewać, wyszydzać z jednej i starać się naprawiać świata z drugiej. Nie chce mi się, ale zawsze wtedy, kiedy mi się nie chce, jak na złość, jakiś polski publicysta growy popełni coś, obok czego nie sposób przejść obojętnie. Redaktor z licencją na trollowanie to już legenda polskiej publicystyki growej. Kompletnie nie pojmuję, a znam redaktora wyłącznie z jego wynurzeń growoliterackich i żadnej ansy natury osobistej do niego nie czuję, zastrzegam to z góry, jak ktoś może chcieć mu płacić za to, co robi, ale widać, że z punktu widzenia pracodawcy, któremu zależy na kliknięciach i oglądalności, jest wart pensji. Domniemanie winy, czyli każda gra jest zła to najnowszy produkt wymienionego. I machnąłbym na niego ręką, gdyby nie to, że tekst śmierdzi hipokryzją na kilometry dwa, a może więcej. Nie chodzi już nawet o samą treść i tezy, o nich można dyskutować, ba, jest coś na rzeczy, ale, do diaska, bezczelność autora niemalże mną wstrząsnęła. Na ten przykład, obrazek z Disciples III i podpis "tak bardzo czekałem, tak bardzo się rozczarowałem". Nie kto inny tylko autor przecież, tuż przed premierą, pojechał do siedziby polskiego dystrybutora gry, pograł i napisał tekst pochwalny. Jakiś czas po premierze napisał recenzję, w której stwierdził, że to jednak porażka. O co chodzi? Czy DIII to aż tak skomplikowany przypadek, czy tez wystarczą góra dwie, trzy godziny, aby zorientować się co i jak? Ja sobie sam odpowiadam, ba, każdy może. Sztandarowy przykład działalności redaktora z licencją na trollowanie to jednak, wspominana już przeze mnie, recenzja East India Company. W Co jest grane Pan Redaktor obwieścił, że to super gra, a na Gamecornerze, że crap (takiego sformułowania użył). Przykłady mógłbym mnożyć, ale sensu większego to nie ma. Ludzie komentują, zgadzają się, dyskutują. Widać, że coś tak mglistego jak wiarygodność autora, mało kogo dziś obchodzi.
Zwracajmy uwagę. Bądźmy krytyczni. Nie dajmy się, także przed premierą. Zwłaszcza przed premierą.
- nawołuje redaktor z licencją na trollowanie. I dodaje
Zapamiętajcie proszę, że tylko GameCorner mówi prawdę o grach. Wszystkie inne serwisy nadal hołdują zasadzie, którą właśnie uczyniliśmy przestarzałą - spodziewają się, że gry będą dobre. My spodziewamy się, że będą złe. Tylko my.
Jak to napisał Henryk Sienkiewicz? Boże, Ty to widzisz i nie grzmisz?.

-----------------------------------------------------------------------------------
CDP zrobił rzecz, jak na polskie warunki niesłychaną. Zaczepił konkurencję. Gamezilla podjęła temat. Cytat z wypowiedzi Huberta Habasa
Niskim poziomem można nazwać kopiowanie działań CDP przez innych dystrybutorów (Premium Games stylizowane na platynową kolekcję, Kolekcja Klasyki udająca eXtra klasykę, serie wydawnicze LEM, który przez wiele lat otwarcie głosił, że to psuje rynek). Niskim poziomem wykazywała się kampania gry o Krzyżakach będąca 100% kopią kampanii Ogniem i Mieczem. Niskim poziomem możemy nazwać kupowanie fanów na FB czy Twitterze.
W końcu coś się dzieje. Udawanie, że wszyscy się kochają i nikt nie robi w tej branży brzydkich rzeczy było dziwaczne, bo wystarczyło wejść do sklepu i zerknąć na półki, aby stwierdzić, że jest coś na rzeczy. A czy napis Cenega napisany cyrylicą na pace ciężarówki należy porównywać z... Może lepiej nie mieszać do tego polityki. Z drugiej strony, CDP nieco się miota, bo jest w głębokiej defensywie dystrybucyjnej od dłuższego czasu, ale przyrzeczenie publiczne to rzecz poważna. Czekam na nową ofertę. Jeżeli w serii Nowa Klasyka zabraknie Metra 2033 za 25 złotych to uznam, że CDP to wichrzyciele, którzy chcą zburzyć budowany z takim wysiłkiem ład growy w Polsce.

I na koniec, z zupełnie innej beczki, dziękuję wszystkim, którym podziękować powinienem. Miło było poznać kilka osób, miło było z kilkoma osobami podyskutować, miło, że kilka osób zaglądało tu regularnie. Najważniejsze, żeby nie dać się zwariować.

wtorek, 13 lipca 2010

13.07.2010

Cenega nadal kombinuje jakby Polskie Imperium: Od Krzyżaków do Potopu uatrakcyjnić. Od czasu, kiedy swoje trzy grosze na ten temat wtrąciłem, sporo się zmieniło, od angażu J. Komudy począwszy, a na zapowiedzi rozbudowy rozgrywki w polskiej edycji gry skończywszy. Data premiery pozostaje nadal nieznana, ale mózgi marketingowców Cenegi, pomimo upału, nadal pracują na najwyższych obrotach. Mózgi wymyśliły Fotogrunwald. Czytałem komunikat z rosnącym napięciem:
Wyłączny partner firmy 1C w Polsce, Czechach, na Słowacji i w Rumunii oraz partner na Węgrzech z przyjemnością przypomina że w dniu 17 lipca w okolicach wsi Grunwald w woj. warmińsko - mazurskim odbędzie się inscenizacja jednej z największych bitew Średniowiecza. W tym roku okazja jest wyjątkowa, bowiem mija 600. rocznica Bitwy pod Grunwaldem. W inscenizacji weźmie udział ponad 1500 rycerzy z kilku krajów.

I co, i co? - pytam.

Jak co roku, zwyciężą połączone siły polsko - litewsko - tatarskie pod dowództwem Władysława Jagiełły.
Kamień z serca, widać, że Komudę najęli. To w końcu Cenega, wszystko mogło się zdarzyć.
--------------------------------------------------------------
Zawsze, kiedy dochodzi do premiery polskiej gry, zaczynam się baczniej rozglądać. Tutaj surmy grają, tam biją w tarabany, wiadomo, dobre, bo polskie. Sniper: Ghost Warrior jest przypadkiem szczególnym, bo to pierwsza wysokobudżetowa gra City Int. Tak przynajmniej twierdzi City Int. Ostatnio wspomniałem o dziale Rynki i Finanse w Rzeczpospolitej i tekstach na temat sukcesów polskich spółek giełdowych i ich gier. Losy Snajpera opisano tak
W półtora tygodnia po premierze gra znalazła się na drugim miejscu rankingu najlepiej sprzedających się gier akcji w Niemczech (na PC i konsolę Xbox). W Wielkiej Brytanii produkt dotarł na piąte miejsce, jeśli chodzi o komputery PC, i szóste na Xboksa. – W USA w sześć dni od rozpoczęcia sprzedaży nasz produkt kupiło 25 tys. graczy korzystających z konsoli Xbox i 5 tys. używających PC – mówi Marek Tymiński, prezes City Interactive. – To znacznie lepsze wyniki, niż oczekiwaliśmy – dodaje.
Jest sukces? Jest, w końcu wstęp tekstu brzmi City Interactive, polski producent i dystrybutor gier komputerowych, swoim najnowszym produktem – grą „Sniper: Ghost Warrior” – przebojem wdarł się do światowej ekstraklasy, a jego tytuł Polska strzelanka trafiła w gusty światowych graczy. Otóż to, światowych graczy. To tylko początek, nie śmiem nawet rozwijać wątku, ale naprawdę wszystko to jest cholernie zabawne. Do tego stopnia, że serwisy pokroju GOL-a (76/100) czy Gram.pl (75/100) uznały Snajpera za grę na wysokim dość poziomie, czego, niestety, jakoś zauważyć nie chcieli recenzenci zagraniczni. Niecnoty, powinni spotkać się z Panem Łukaszem Machem (dawniej CDP, tak, to ten od Wiedźmina), który obecnie dla City Int. kampanię Snajperowi robi. Może on otworzyłby im oczy na zalety tej gry. Na ten przykład, kompletnie pominięto tak ważną zaletę gry Sniper: Ghost Warrior jak "możliwość bycia snajperem". Serio, takie plusy wystawia się tej grze w krajowych mediach. I tylko szkoda mi tych twórców, którzy w przyszłości zrobią naprawdę dobrą polską grę. Niestety, bębenek można podbić już tylko nieco wyżej.
---------------------------------------------------------------
Sezon ogórkowy bez skandalu? Być nie może.
Prowokacja jest jednym z najskuteczniejszych pomysłów na reklamę. W reklamach sklepów z grami, tym bardziej w Polsce, zdarza się jednak rzadko. Czyżby Matka Boska trzymająca i karmiąca... Pac-mana miała być zwiastunem nowego trendu?
Tak, to brzmi nieźle. Gamezilla tropi coś, o czym trudno powiedzieć, czym w istocie jest.
Kartkując nowy numer Neo Plus zobaczyłem reklamę sklepu Mad Games i oczy stanęły mi w słup. Skojarzenia są oczywiste - Matka Boska ma aureolę składającą się z Xboksów, a na rękach trzyma... nie, nie Jezusa, lecz Pac-mana z ludzkimi kończynami.
Rysunek niskich lotów, prowokacja też raczej dla ubogich. Mimo to katolicy mogą poczuć się urażeni. Jakie jest Wasze zdanie - mamy to czynienia z żenującą próbą zrobienia szumu wokół sklepu, czy autentycznym skandalem?
Takie ważkie pytania stawia szef serwisu Gamezilla. A ja przyznam, że tak prymitywnego zdarzenia dawno nie widziałem. Nie wiem tylko, co jest bardziej prymitywne - reklamowanie się w ten sposób hasłem "Konsolowa religia", czy też może publikowanie takich reklam w magazynach o grach. A ta aureola składająca się z Xboksów to nie aureola, tylko nimb. I w związku z tym pytam - Jakie jest Wasze zdanie - mamy to czynienia z żenującą próbą zrobienia szumu wokół tego prymitywnego zdarzenia, czy autentycznym skandalem?

środa, 7 lipca 2010

7.07.2010

Uwielbiam przeglądać rozmaite serwisy, blogi i tym podobne strony o grach. Zawsze coś ciekawego można na nich wyczytać.

Pierwszy przykład z brzegu. Powrócił z urlopu Redaktor z Licencją na Trollowanie. Po nowym tekście Ostatnie pokolenie konsol widać, że chłop siedział na urlopie i knuł, jakby tu gawiedź zadziwić, a zadziwienie jej wcale łatwe już nie jest. Niestety, szef Sony Worldwide Studios Shuhei Yoshida właśnie był oznajmił, że firma pracuje nad nowymi platformami (liczba mnoga) i na domiar złego kooperuje przy tym z deweloperami, co podcięło skrzydła orłowi polskiej publicystyki growej. Co gorsza, z naszego podwórka też dostał tzw. strzał między oczy, bo okazało się, iż jesteśmy cyfrowymi analfabetami. Tym samym Redaktora z Licencją na Trollowanie ostatecznie skreślam z listy kandydatów na polskiego Michaela Pachtera. Kto następny?

Australia ciągle boryka się z problemem gier dla dorosłych. Nadal trwają przymiarki do wprowadzenia kategorii 18+, dyskusje na ten temat nie ustają od lat kilku. Nawet teraz coś w tym temacie się dzieje. Pomimo wszystko, antypody to kraj bardzo przyjazny graczom. Niezłe magazyny o grach i mnóstwo sklepów z grami to inna od naszej rzeczywistość. Z polskiej perspektywy ich problemy z 18+ brzmią egzotycznie, bowiem podobnych nie mieliśmy. Niby mamy PEGI, ale gdyby go nie było, to i tak nikt by się tym nie przejął. Owszem, coś by tam pisano o antypolskich tytułach, o wychowaniu poprzez gry w Rosji, Iranie i Chinach, ale jakieś gry dla dorosłych? Teraz dopiero wsparto PEGI konkretną kampanią z rysunkami Mleczki, choć śmiem twierdzić, że trafi ona do małej części potencjalnych odbiorców. Za trudne, po prostu za trudne w odbiorze jest to przedsięwzięcie. Znacznie lepiej zrobili to Duńczycy. Różnicę widać na pierwszy rzut oka. Nam chyba chodziło o to, żeby widać było, że coś zrobiono, im zaś chodziło o to, żeby coś zrobić.

Krótko. Gdzie najchętniej pokazują się ostatnimi czasy polscy deweloperzy głoszący sukcesy Afterfall: Insanity, Snajpera, Wiedźmina 2? Nie, to nie GOL, Gamezilla, Polygamia, Gram.pl, ani inny duży, komercyjny serwis o grach. To stacja TVN CNBC Biznes oraz dział Rynki i Firmy w Rzeczpospolitej. Od pewnego czasu to tam informuje się o planach, sukcesach, przedsięwzięciach polskich firm deweloperskich, które notowane są na giełdzie. Wystarczy jednak przejrzeć doniesienia tych mediów, aby przekonać się, że wiarygodność danych i ocen jakoś nie przystaje do spostrzeżeń szarych graczy. Wspomniane duże, komercyjne serwisy o grach przestały się tym akurat tematem zajmować, co nieco dziwi, wszak z reguły spijały wieści o grach z głównonurtowych mediów, ale czego jak czego, namiastki choćby dziennikarstwa śledczego, to polscy publicyści growi nie zamierzają uprawiać. Wiadomo dlaczego, choć temat aż bije po oczach.

Publicystyka growa dostrzeżona w polskiej sieci. Rozmowa z red. M. Kosmanem, szefem Gamezilli.
Czy Twoim zdaniem oczywistym jest wprowadzenie w ciągu najbliższych lat płatnych treści i różnej maści abonamentów? Czy Gamezilla również zamierza iść w tą stronę?

Upłynie wiele lat, zanim się nad tym zastanowimy. Trend się zmienia i coraz więcej treści jest płatnych. Witryny największych dzienników, jak „The Wall Street Journal” czy „Financial Times” już oferują np. płatne analizy. Wiele zależy od działań Ruperta Murdocha – jeśli jego koncern medialny wejdzie mocno w mikropłatności, to można się spodziewać efektu domina. W naszych realiach mamy zaczątek płacenia za treść w postaci abonamentu na Gry-Online czy płatnych poradników, dostępnych również u nas. Sieć cały czas wydziera mediom drukowanym zyski reklamowe i na razie się nimi zadowala, ale niedługo upomni się o swoje.

Już się nie mogę doczekać, aż ktoś da mi szansę płacenia za to, co mogę dostać za darmo po angielsku. Wiem, jestem szczery do bólu, ale serwisy o grach to przecież swego rodzaju agregaty. I przy tym jestem niewdzięczny, bo tłumaczom też się coś za ich pracę należy.
PS. Niestety i nie wiedzieć dlaczego, powyższy wywiad z red. M. Kosmanem zniknął z linkowanego serwisu.

poniedziałek, 5 lipca 2010

6.07.2010

Publicysta growy pilnie poszukiwany. Taki stwór, a mało kto w to wierzył, jednak istnieje, skoro ktoś go szuka i nawet przewiduje zatrudnienie. Wymagania dość wysokie, bo napisać tekst np. o 10 grach, które wstrząsnęły Polską, to nie w kij dmuchał. Kolejnym etapem ewolucji jest polski publicysta growy. Na tym ewolucja się kończy i nie ma już nic.

Ubisoft przedstawił plany na jesień i zimę 2010/2011. Z satysfakcją stwierdziłem, że katalog jest na tyle cienki, że nie grozi mi nawet cień wątpliwości w zakresie realizowanego bojkotu produktów tej firmy. System zabezpieczeń forsowany przez Ubisoft jest skuteczny, bez dwóch zdań, ale tak to bywa z rozwiązaniami prostymi i brutalnymi. Firma wypowiedziała wojnę piratom, a gdzie drwa się robię, tam wióry lecą. Postanowiłem na chwilę wcielić się, po raz któryś z kolei, w rolę wióra, przyjrzeć sytuacji, zwłaszcza, że pod poprzednim wpisem, wielce pouczającą wymianę zdań odbyłem z Radkiem Zaleskim na temat roli mediów w tym kontekście. Otóż rzecz sprowadza się w istocie do bardzo prostej analogii. Piraci występują w roli terrorystów i wydawcy, niczym rządy, prowadzą z nimi bezpardonową wojnę. Więcej, wmawiają uczciwym graczom, że ci powinni wykazać daleko idące zrozumienie sytuacji i pogodzić się z wieloma niedogodnościami, co w istocie ma miejsce przy wdrażaniu programów antyterrorystycznych (wzmożone kontrole na lotniskach, poszerzone możliwości działania służb, etc.). O ile jednak rządy uzasadniają to tym, że jest to konieczne z punktu widzenia bezpieczeństwa samych obywateli, to co mają powiedzieć wydawcy? Niezależnie od tego, co usłyszę, zawsze w centralnym punkcie stać będzie interes wydawcy. Owszem, można stwierdzić, że interesem gracza jest to, aby wydawca jak najpełniej realizował swój interes i jeśli będzie zadowolony, to postara się, by i odbiorca był zadowolony, ale jest to w istocie postawienie sprawy na głowie. Bo z mojego punktu widzenia najważniejszy jest interes mój, czyli gracza. A w którym miejscu stoją media? To jest pytanie, na które odpowiedź jest dość smutna. Póki co.

Próbka tego, co wprawia mnie w zdumienie. Serwis IGN prezentuje swoje typy najlepszych gier pokazanych na E3. Najlepszą grą zostaje Rage, wyprzedzając m.in. Portal 2. Portal 2 zostaje najlepszą gra na X360 i PC, wyprzedzając m.in. Rage. Ba, Portal 2 zostaje też najlepszą grą na PS3, w której to kategorii Rage nominacji nie dostaje. Ktoś coś z tego rozumie?

Alan Wake znalazł w maju w USA jedynie 145.000 nabywców. A podobno na X360 wszystko sprzedaje się jak ciepłe bułeczki. Już wiem, to wina piratów. Microsoft powinien pozbawić Amerykanów czasowo Live'a, namówić tamtejszych dziennikarzy growych na minikampanię, dać im na zachętę po slimie, jak na E3, i czekać. W Polsce problem piractwa na X360 zniknął po kilku miesiącach od przeprowadzenia kampanii z udziałem polskich publicystów growych, czego dowodem zapowiedź odpalenia polskiego Live'a na E3, a w Stanach, jak wiadomo, wszystko dzieje się szybciej. Tylko czy w USA znajdą się chętni do zrobienia z siebie aż takiego widowiska?

poniedziałek, 14 czerwca 2010

14.06.2010

Przedwczoraj jeszcze, aby zagrać, dostęp do internetu był mi zbędny. Wczoraj, aby zagrać, dostęp do internetu był mi jedynie użyteczny (poprawki, mody, porady). Dziś, aby zagrać, dostęp do internetu jest mi już niezbędny. To jest miara postępu w świecie gier.

Gry stają się jedyną formą rozrywki, która wymaga, czy raczej wymagać zaczyna, stałego, szerokopasmowego połączenia z siecią. I to nie dlatego, że jest to niezbędne z technicznego punktu widzenia. Tak po prostu zarządzili ludzie, którzy zarabiają z roku na rok więcej na sprzedaży coraz krótszych, coraz droższych, najczęściej niedorobionych i pełnych błędów gier, a uczynili to w imię walki z piractwem. Alpha Protocol na komputerze zainstalowałem, ale gra wymagała aktywacji w sieci. SEGA nie poszła śladem Ubisoftu, który wymaga połączenia z internetem przez cały czas rozgrywki, ale gra na komputerze pozbawionym dostępu do sieci wymaga utworzenia pliku, załadowania go na stronie rejestracyjnej za pośrednictwem innego komputera, mającego oczywiście dostęp do sieci, ściągnięcia z niej kolejnego pliku i zainstalowania go na sprzęcie, na którym gra została zainstalowana. I to wszystko, problem niby niewielki, ba, nawet płyty w napędzie nie muszę trzymać, aby grać. Tylko co to za udogodnienie, skoro płyta leży w zasięgu ręki, a jej włożenie do napędu nie jest czynnością ani skomplikowaną, ani czasochłonną? Wyobraziłem sobie gracza, który nie ma dostępu do sieci z jakiegokolwiek powodu, w końcu, to nie obowiązek. Taki gracz pójdzie do wypożyczalni DVD i obejrzy w domu film, kupi płytę z muzyką i odsłucha jej na domowym sprzęcie, nabędzie książkę i przeczyta ją w domowym zaciszu. Taki gracz kupi za niemałą sumę grę na płycie DVD, zainstaluje ją na komputerze i szlag go trafi, kiedy ujrzy komunikat, że gra bardzo przeprasza, ale wydawca zabronił jej, w imię walki z piractwem, uruchomić się bez dostępu do sieci, a nadto ostrzega gracza przed odsprzedawaniem egzemplarza gry, bo używki to prawie piractwo.
-------------------------------------------

Skonczyla mi sie polska czcionka. No nic, dokoncze tym, co mam.
-------------------------------------------

Taki Jerzy Skakun to ma leb. Dostal zlecenie, jak sadze, na zaprojektowanie okladki Przekroju, w ktorym tematem glownym jest schizofrenia. No i wymyslil, wespol z Joanna Gorska, przynajmniej tak stoi na okladce. Mozg, a w jego zakamarkach OBCY. Taki ze Space Invaders. Kilka tygodni temu, w Przekroju, przeczytalem obszerny tekst o Robercie Gawlinskim, ktory jest wielkim fanem gier komputerowych, a konkretnie strategii. Jak jego pasja zostala skwitowana? Otoz Robert Gawlinski, co ponoc przyznal sam, jest uzalezniony od gier komputerowych. Teraz dopiero, po zestawienie powyzszych tekstow, zrozumialem ich prawdziwa wymowe. Ale co tam Przekroj. Rzeczpospolita to jest prasa. Jakis czas temu ta szacowna gazeta opublikowala w czesci ekonomicznej, a wiec niby profesjonalnej, co warto podkreslic, tekst pt. Polskie gry podbijają zachodnie rynki. Takiego steku bzdur nie czytalem juz dawno, bo jak inaczej skwitowac tezy jakoby symbolem sukcesu bylo City Int., a nadzieja na finansowy plon humbug pt. Afterfall: Insanity? Ale przed tygodniem przeczytalem spory artykul na temat tego, jak gry wykorzystywane sa do celow niekoniecznie rozrywkowych. Padl przyklad gry, jak to ujeto, zdecydowanie antypolskiej - Codename Panzers. Zafrasowalem sie wielce, bo uwielbiam serie Europa Universalis, a w niej mozna podbic ziemie polskie, probowac wyplenic z nich religie katolicka, topic w krwi ewentualne zrywy powstancze, itp. Jak mozna, zdaja sie pytac autorzy, bo dwoch ich bylo, kochac swoj kraj, a jednoczesnie czynic na ekranie monitora TAKIE RZECZY? Czyzby najbardziej antypolska byla historia, tej alternatywnej nie wylaczajac. Alez ten Jerzy Skakun ma leb.
-------------------------------------------

Za tydzien wybory prezydenckie. A dzis okazalo sie, ze bedzie polski Live! Tak, Microsoft zlitowal sie w koncu. Co laczy te dwa wydarzenia? Otoz warto przypomniec, komu zawdzieczamy ten niebywaly sukces.
Mam w domu PlayStation 3, ale ci, którzy kupili np. inną konsolę XBOX mają już dzisiaj problem żeby legalnie zarejestrować się i kupować w sieci oprogramowanie.
Kto wypowiedzial niedawno te slowa? Grzegorz Napieralski, syn Bernarda, kandydat lewicy, ale nie calej, jak przyznaja nawet dzialacze tejze lewicy, zobowiązał się bowiem nacisnąć na Komisje Europejską, aby coś z tym polskim Live'm zrobiła i jak widac obietnice spelnil. Jutro kandydat Napieralski wystapi, jego sztabowcy nie musza mi dziekowac za poddanie pomyslu, w t-shircie z napisem "Jam ci to, nie chwaląc się - uczynił".
-------------------------------------------

I zerkajac na wywiad z Jakubem Mirskim, ktory dzis udostepnila Polygamia, a ktory nagrany zostal przed tygodniem, i z ktorego wynika, iz jesienia ma pojawic sie polski Xbox Live, wyjsc ze zdumienia nie moge. I czytajac komentarze, z ktorych wynika, ze wiele osob z tzw. polskiej branzy gier o tym wiedzialo, ale pary z ust nie puscilo, bo np. wolalo obstawiac zaklady za posrednictwem podstawionych osob, tez ze zdumienia wyjsc nie moge. I ze wszysycy oni sadza, ze to jest OK, z tego powodu tez nie moge wyjsc ze zdumienia. W koncu dali slowo przedstawicielom Microsoftu, przeciez wystapili w "antypirackiej" kampanii polskiego oddzialu Microsoftu, a to przeciez zobowiazuje, przeciez poparli inicjatywe oddolna graczy, przemianowana koniec koncow na We Want Live! W tych okolicznosciach to przeciez wszystko, co mozna bylo zrobic. Nie mialem i nie mam dobrej opinii na temat polskiego swiatka tzw. dziennikarstwa o grach. I nic, absolutnie nic nie przemawia za tym, aby mialo sie to zmienic. Zwlaszcza teraz.