Przedwczoraj jeszcze, aby zagrać, dostęp do internetu był mi zbędny. Wczoraj, aby zagrać, dostęp do internetu był mi jedynie użyteczny (poprawki, mody, porady). Dziś, aby zagrać, dostęp do internetu jest mi już niezbędny. To jest miara postępu w świecie gier.
Gry stają się jedyną formą rozrywki, która wymaga, czy raczej wymagać zaczyna, stałego, szerokopasmowego połączenia z siecią. I to nie dlatego, że jest to niezbędne z technicznego punktu widzenia. Tak po prostu zarządzili ludzie, którzy zarabiają z roku na rok więcej na sprzedaży coraz krótszych, coraz droższych, najczęściej niedorobionych i pełnych błędów gier, a uczynili to w imię walki z piractwem. Alpha Protocol na komputerze zainstalowałem, ale gra wymagała aktywacji w sieci. SEGA nie poszła śladem Ubisoftu, który wymaga połączenia z internetem przez cały czas rozgrywki, ale gra na komputerze pozbawionym dostępu do sieci wymaga utworzenia pliku, załadowania go na stronie rejestracyjnej za pośrednictwem innego komputera, mającego oczywiście dostęp do sieci, ściągnięcia z niej kolejnego pliku i zainstalowania go na sprzęcie, na którym gra została zainstalowana. I to wszystko, problem niby niewielki, ba, nawet płyty w napędzie nie muszę trzymać, aby grać. Tylko co to za udogodnienie, skoro płyta leży w zasięgu ręki, a jej włożenie do napędu nie jest czynnością ani skomplikowaną, ani czasochłonną? Wyobraziłem sobie gracza, który nie ma dostępu do sieci z jakiegokolwiek powodu, w końcu, to nie obowiązek. Taki gracz pójdzie do wypożyczalni DVD i obejrzy w domu film, kupi płytę z muzyką i odsłucha jej na domowym sprzęcie, nabędzie książkę i przeczyta ją w domowym zaciszu. Taki gracz kupi za niemałą sumę grę na płycie DVD, zainstaluje ją na komputerze i szlag go trafi, kiedy ujrzy komunikat, że gra bardzo przeprasza, ale wydawca zabronił jej, w imię walki z piractwem, uruchomić się bez dostępu do sieci, a nadto ostrzega gracza przed odsprzedawaniem egzemplarza gry, bo używki to prawie piractwo.
-------------------------------------------
Skonczyla mi sie polska czcionka. No nic, dokoncze tym, co mam.
-------------------------------------------
Taki Jerzy Skakun to ma leb. Dostal zlecenie, jak sadze, na zaprojektowanie okladki Przekroju, w ktorym tematem glownym jest schizofrenia. No i
wymyslil, wespol z Joanna Gorska, przynajmniej tak stoi na okladce. Mozg, a w jego zakamarkach OBCY. Taki ze Space Invaders. Kilka tygodni temu, w Przekroju, przeczytalem obszerny tekst o Robercie Gawlinskim, ktory jest wielkim fanem gier komputerowych, a konkretnie strategii. Jak jego pasja zostala skwitowana? Otoz Robert Gawlinski, co ponoc przyznal sam, jest uzalezniony od gier komputerowych. Teraz dopiero, po zestawienie powyzszych tekstow, zrozumialem ich prawdziwa wymowe. Ale co tam Przekroj. Rzeczpospolita to jest prasa. Jakis czas temu ta szacowna gazeta opublikowala w czesci ekonomicznej, a wiec niby profesjonalnej, co warto podkreslic, tekst pt.
Polskie gry podbijają zachodnie rynki. Takiego steku bzdur nie czytalem juz dawno, bo jak inaczej skwitowac tezy jakoby symbolem sukcesu bylo City Int., a nadzieja na finansowy plon humbug pt. Afterfall: Insanity? Ale przed tygodniem przeczytalem
spory artykul na temat tego, jak gry wykorzystywane sa do celow niekoniecznie rozrywkowych. Padl przyklad gry, jak to ujeto, zdecydowanie antypolskiej - Codename Panzers. Zafrasowalem sie wielce, bo uwielbiam serie Europa Universalis, a w niej mozna podbic ziemie polskie, probowac wyplenic z nich religie katolicka, topic w krwi ewentualne zrywy powstancze, itp. Jak mozna, zdaja sie pytac autorzy, bo dwoch ich bylo, kochac swoj kraj, a jednoczesnie czynic na ekranie monitora TAKIE RZECZY? Czyzby najbardziej antypolska byla historia, tej alternatywnej nie wylaczajac. Alez ten Jerzy Skakun ma leb.
-------------------------------------------
Za tydzien wybory prezydenckie. A dzis okazalo sie, ze
bedzie polski Live! Tak, Microsoft zlitowal sie w koncu. Co laczy te dwa wydarzenia? Otoz warto przypomniec, komu zawdzieczamy ten niebywaly sukces.
Mam w domu PlayStation 3, ale ci, którzy kupili np. inną konsolę XBOX mają już dzisiaj problem żeby legalnie zarejestrować się i kupować w sieci oprogramowanie.
Kto wypowiedzial niedawno te slowa? Grzegorz Napieralski, syn Bernarda, kandydat lewicy, ale nie calej, jak przyznaja nawet dzialacze tejze lewicy,
zobowiązał się bowiem nacisnąć na Komisje Europejską, aby coś z tym polskim Live'm zrobiła i jak widac obietnice spelnil. Jutro kandydat Napieralski wystapi, jego sztabowcy nie musza mi dziekowac za poddanie pomyslu, w t-shircie z napisem
"Jam ci to, nie chwaląc się - uczynił".
-------------------------------------------
I zerkajac na wywiad z Jakubem Mirskim, ktory
dzis udostepnila Polygamia, a ktory nagrany zostal przed tygodniem, i z ktorego wynika, iz jesienia ma pojawic sie polski Xbox Live, wyjsc ze zdumienia nie moge. I czytajac komentarze, z ktorych wynika, ze wiele osob z tzw. polskiej branzy gier o tym wiedzialo, ale pary z ust nie puscilo, bo np. wolalo obstawiac zaklady za posrednictwem podstawionych osob, tez ze zdumienia wyjsc nie moge. I ze wszysycy oni sadza, ze to jest OK, z tego powodu tez nie moge wyjsc ze zdumienia. W koncu dali slowo przedstawicielom Microsoftu, przeciez wystapili w "antypirackiej" kampanii polskiego oddzialu Microsoftu, a to przeciez zobowiazuje, przeciez poparli inicjatywe oddolna graczy, przemianowana koniec koncow na We Want Live! W tych okolicznosciach to przeciez wszystko, co mozna bylo zrobic. Nie mialem i nie mam dobrej opinii na temat polskiego swiatka tzw. dziennikarstwa o grach. I nic, absolutnie nic nie przemawia za tym, aby mialo sie to zmienic. Zwlaszcza teraz.